czyli o Mega Misjach w Meksyku

W Regnum Christi, poruszeni miłością Boga mamy wielkie pragnienie dzielić się tą miłością z innymi, stąd Wielki Tydzień, czas wspominania największego dowodu Bożej Miłości i urzeczywistnienia się naszego Odkupienia, poświęcamy na pełnienie misji wśród tych, którzy potrzebują usłyszeć Dobrą Nowinę.

Tak podczas gdy nasi krakowscy misjonarze byli na granicy pomagając ukraińskim braciom, trójka z Krakowa włączyła się w Mega Misje w Meksyku. Ania Loba, ojciec Wawrzyniec Pryczkowski LC i Samuel Roślik przekroczyli Atlantyk, aby głosić Słowo Boże w meksykańskich wioskach. Oto jak opowiadają o swoich przeżyciach.

Ania i ojciec Wawrzyniec. Radość po mszy na zakończenie misji.

La Mora – tak nazywa się miejscowość, gdzie posługiwaliśmy. Jest ona oddalona o około godzinę jazdy samochodem od miasta Guadalajara. Miejscowość dość uboga, ale ludzie niesamowicie otwarci i życzliwi. Przechodząc z jednego miejsca do drugiego nie było chyba takiej sytuacji, aby ktoś by nie pozdrowił misjonarzy, bardzo często proponując coś do picia w skwarny dzień.

Gotowi na Niedzielę Palmową.

Nasza grupa liczyła około 80 osób. Większość to rodziny z Meksyku, ale było też 25 młodych osób z Europy (Niemcy, Włochy, Austria, Polska). Byliśmy częścią wspólnoty Regnum Christi, która nazywa się „Familia Misionera” (Rodzina Misyjna). Jest to grupa, która składa się z całych rodzin, które decydują się poświęcić czas Wielkiego Tygodnia, aby odwiedzać ludzi w ich domach, modlić się z nimi i za nich. Każda meksykańska rodzina „zaadoptowała” dwie młode osoby z Europy. W taki sposób stworzyły się międzynarodowe rodziny misyjne, które odwiedzały ludzi w ich domach.  Częścią misji jest także przygotowanie liturgii Triduum paschalnego. Misje najczęściej odbywają się w miejscach ubogich oraz gdzie posługa kapłana na co dzień jest bardzo ograniczona z powodu dużej ilości parafii, którymi musi się zająć. Dlatego w Wielkim Tygodniu co roku członkowie Regnum Christi poświęcają ten czas na całkowite oddanie się służbie.

Misjonarze gotowi do drogi.

Mega Misje były pięknym czasem dzielenia się wiarą, ale też otrzymywaniem przykładu wiary tamtejszych ludzi. Na pewno był to bardzo intensywny czas i brakowało czasu na sen. Bo nawet jeśli poszło się spać wcześniej to i tak już wcześnie rano budziły wszystkich koguty, gdyż obok miejsca, gdzie spaliśmy była hodowla kogutów. Niemniej jednak siły dodawała nam modlitwa, codzienna nocna adoracja oraz wspólnota misjonarzy. Można było doświadczyć pięknych chwil, kiedy jeden troszczy się o drugiego.

Misjonarze zawsze chodzą co najmniej dwójkami.

Dla mnie osobiście przykładem była pewna mama z piątką małych dzieci. Przyjechała ona na misje, aby dzielić się swoją wiarą. Niestety jej mąż nie mógł być z nią z powodu pracy. Ta kobieta była niesamowitym przykładem wiary i radości. Nie wiem, kiedy ona odpoczywała, bo cały czas było jej pełno. Dodatkowo zajmowała się swoimi dziećmi. Świadectwo wiary jej oraz jej małych dzieci były dla mnie czymś niezapomnianym. To jak każde z tych dzieci dzieliło się swoją prostą wiarą otwierało wiele ludzkich serc, również serc misjonarzy. Żadne z tych dzieci nie narzekało, chociaż były też często zmęczone. To niesamowite w jaki sposób te dzieci potrafiły przynieść Boga do ludzkich serc.

Błogosławieństwo po misjach od „rodaka Jana Pawła II” było dla wielu wielkim darem.

Na pewno ten czas misyjny na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Każde spotkanie, każda rozmowa było czymś niezapomnianym. To wszystko dzięki Łasce Bożej. Mam nadzieję, że nie były to nasze ostatnie misje w Meksyku.